Marzec to dziwny miesiąc. Rano słońce, wieczorem mróz, a kaloryfery grzeją tak samo jak w grudniu. I właśnie tu leży problem – większość z nas po prostu zapomniała zmienić ustawienia termostatu po zimie. A to jeden błąd, który spokojnie może kosztować 200–300 zł rocznie i więcej.
Ten jeden błąd robi prawie każdy
Serio, zapytaj sąsiadów. Albo znajomych. Termostat ustawiony gdzieś w okolicach „3″ albo „4″ jesienią – i tak zostaje do kwietnia. Tymczasem temperatura na zewnątrz już dawno przestała wynosić –10°C. Każdy stopień więcej to około 5–6% wyższy rachunek za ciepło. Przy ogrzewaniu mieszkania 70 m², taka nieuwaga potrafi zjeść naprawdę konkretne pieniądze.
Co oznaczają te cyfry na pokrętłach grzejnika? Wbrew pozorom nie jest to skala „trochę ciepło – bardzo ciepło”:
- 0 – całkowite wyłączenie, ryzyko zamarzania rur
- * lub śnieżynka – ochrona przed mrozem, ok. 6°C
- 1 – ok. 12–13°C, rzadko używane pomieszczenia
- 2 – ok. 16°C, sypialnie, korytarze
- 3 – ok. 20°C, pokoje dzienne, komfortowy standard
- 4 – ok. 22–23°C, dość ciepło
- 5 – maksimum, bardzo wysokie zużycie energii
W marcu trzymanie wszystkich grzejników na „4″ lub „5″ to czyste przepalanie gotówki. I nie mówię tego złośliwie – sam przez lata nie sprawdzałem tych ustawień po sezonie.
Marzec to czas na kalibrację, nie hibernację
Różne pomieszczenia, różne potrzeby
Salon, w którym siedzisz wieczorami, potrzebuje innej temperatury niż sypialnia. W sypialniach optymalna temperatura to 16–18°C – chłodniejsze powietrze sprzyja lepszemu śnaniu, to nie mit. W kuchni, gdzie gotujesz obiad przez godzinę, grzejnik często nie musi w ogóle pracować – samo gotowanie podnosi temperaturę o kilka stopni.
Wiesz, co jeszcze Polacy nagminnie robią? Zasłaniają grzejniki firankami albo suszą na nich pranie. Termostat mierzy wtedy temperaturę w tej małej przestrzeni między grzejnikiem a tkaniną – nie w całym pokoju. Efekt? Grzeje znacznie dłużej niż powinien.
Kiedy wychodzisz z domu
Na czas nieobecności warto obniżyć temperaturę do ok. 17°C, nie niżej. Zbyt mocne wychłodzenie mieszkania to paradoksalnie większe koszty przy ponownym nagrzewaniu – ciepło akumuluje się w ścianach, meblach, podłodze. Zejście do 15°C na 8 godzin może skończyć się tym, że po powrocie kaloryfery pracują na pełnych obrotach przez dwie godziny.
Mały ruch, duże oszczędności
Dane są dość jednoznaczne. Obniżenie temperatury o 2°C może przynieść od 218 do ponad 300 zł oszczędności rocznie – w zależności od metrażu mieszkania. W marcu, kiedy dni bywają już całkiem ciepłe, utrzymywanie zimowego reżimu grzewczego to po prostu wyrzucanie pieniędzy.
Co zrobić już dziś wieczór? Przejdź przez mieszkanie i sprawdź każdy grzejnik. Salon – ustaw na „3″. Sypialnia – „2″, może nawet „1″. Łazienka zostaje cieplejsza, ale i tam nie trzeba trzymać maksimum. Pięć minut roboty, a różnica na fakturze będzie widoczna już w przyszłym miesiącu.
- Salon i pokój dzienny: pozycja 3 (ok. 20°C)
- Sypialnia: pozycja 2 lub mniej (16–18°C)
- Kuchnia: 2, ewentualnie niżej podczas gotowania
- Łazienka: 3–4 tylko na czas kąpieli
- Rzadko używane pokoje: 1 lub gwiazdka
Nie musisz kupować inteligentnego termostatu za 400 zł ani wymieniać instalacji. Wystarczy raz na jakiś czas spojrzeć na pokrętło i zadać sobie pytanie: czy naprawdę potrzebuję teraz tyle ciepła?


