Feng shui w polskim ogrodzie: przesądy czy coś, co naprawdę zmienia przestrzeń?

Ferdynand Król
4 Min. czas czytania
Feng shui w polskim ogrodzie przesądy czy coś, co naprawdę zmienia przestrzeń

Wielu Polaków podchodzi do feng shui z przymrużeniem oka. „Chińskie bajki” mówią znajomi przy grillu. A jednak coraz więcej osób urządzających ogrody w Polsce przyznaje po cichu, że po kilku zmianach inspirowanych tą filozofią… przestrzeń po prostu działa lepiej. Przypadek? Może. A może jednak coś w tym jest.

Co tak naprawdę mówi feng shui o ogrodzie?

Feng shui to starochińska sztuka harmonizowania przestrzeni z naturalnym przepływem energii, zwanej chi. Brzmi abstrakcyjnie, ale w praktyce sprowadza się do bardzo konkretnych zasad: gdzie stawiać elementy wodne, jak prowadzić ścieżki, które rośliny sadzonić bliżej domu, a które trzymać z dala od wejścia.

W Polsce mamy swój klimat, swoją kulturę ogrodniczą, swoje przyzwyczajenia. Tradycyjny polski ogród to warzywniak, trochę krzewów, może jabłoń przy płocie. Feng shui wchodzi w to z inną logiką. Nie chodzi o estetykę dla estetyki, ale o to, żeby przestrzeń była żywa i spójna energetycznie. Brzmi jak abstrakcja? Zaczekaj.

Woda, kamienie, rośliny: trzy filary chińskiego ogrodu

Dlaczego woda to nie tylko ozdoba

Fontanna lub oczko wodne przy wejściu do domu to w feng shui klasyczny sposób na „przyciąganie” pozytywnej energii. Woda ma płynąć w kierunku domu, nigdy od niego. Brzmi jak przesąd, prawda? Ale zadaj sobie pytanie: czy fontanna stojąca za domem, niewidoczna od wejścia, naprawdę coś wnosi do przestrzeni? Wizualnie i psychologicznie raczej nie.

Polskie ogrody zaczęły w ostatnich latach masowo wdrażać małe oczka wodne. Niekoniecznie ze znajomości feng shui, ale efekt bywa podobny: przestrzeń uspokaja, daje cień, przyciąga ptaki.

Kamień jako kotwica przestrzeni

W feng shui duże, płaskie kamienie lub skały pełnią funkcję stabilizującą. Sadzone przy ścieżkach prowadzących przez ogród, wyznaczają rytm spaceru. To nie jest magia, to po prostu dobry design z tysiącami lat historii za sobą.

Polskie ogrody a feng shui: gdzie są punkty wspólne?

Tu robi się ciekawie. Tradycja polskiego ogrodu wiejskiego miała swoje własne „zasady”, przekazywane przez pokolenia. Nie sadzono pewnych roślin przy wejściu, bo „przynosiły pecha”. Głóg, cis, tuje w złym miejscu każda babcia miała tu coś do powiedzenia. Czy to nie jest lokalna wersja feng shui?

Kilka zasad, które pokrywają się z oboma tradycjami:

  • Ścieżki powinny być łagodnie kręte, nie prowadzić prosto do drzwi wejściowych
  • Wejście na posesję musi być wyraźnie zaznaczone i niezastawione
  • Rośliny kolczaste trzymamy z dala od miejsc odpoczynku
  • Martwe drzewa lub suche gałęzie usuwa się możliwie szybko

To ostatnie szczególnie mnie uderza. Martwe drewno w ogrodzie to w feng shui blokada energii. W polskim folklorze — zły omen. Różne kultury, ta sama intuicja.

Czy warto to stosować w praktyce?

Nie musisz wierzyć w chi, żeby skorzystać z logiki feng shui. Ogród urządzony według tych zasad jest zazwyczaj bardziej czytelny, spokojniejszy wizualnie i przyjemniejszy do przebywania. Czy to magia? Nie. Czy to działa? Wielu właścicieli ogrodów mówi, że tak.

Zanim odrzucisz to jako egzotyczny przesąd, warto przetestować choćby jedną zasadę. Na przykład: przestaw fontannę bliżej wejścia i obserwuj, jak zmienia się odczucie przestrzeni. Może nic się nie stanie. A może zauważysz różnicę szybciej, niż myślisz.

Najnowsze wiadomości

Share This Article
Follow:
Ferdynand Król jest niezależnym autorem specjalizującym się w tematyce związanej z domem i mieszkaniem. Publikuje treści informacyjne, które mają pomóc osobom prywatnym w codziennym utrzymaniu, organizacji i ulepszaniu ich mieszkań. Jego artykuły charakteryzują się przejrzystością, użytecznością i doświadczeniem użytkownika.
Brak komentarzy