Malina to jeden z tych krzewów, które wyglądają na łatwe — i w sumie są, ale tylko jeśli wiesz, co robisz. Posadź ją byle jak, zapomnij o cięciu przez dwa lata, a dostaniesz splątany gąszcz z garścią owoców. Podejdź do tego z głową, a latem będziesz zbierał kilogram tygodniowo. Różnica tkwi w kilku szczegółach, które rzadko kto wyjaśnia wprost.
Odmiana to nie drobiazg
Zanim w ogóle sięgniesz po łopatę, warto się zastanowić, czego właściwie oczekujesz. Bo maliny dzielą się na dwa główne typy i od tego wyboru zależy cały harmonogram prac przez następne lata.
Odmiany jednokrotnie owocujące (tzw. letnicy) dają owoce raz, na przełomie czerwca i lipca. Brzmią skromniej, ale potrafią rodzić bardzo obficie. Odmiany powtarzające owocowanie (remontanty) dają dwa plony — pierwszy latem, drugi od końca sierpnia aż do pierwszych przymrozków. Osobiście wolę mieszać oba typy, bo wtedy od maja do listopada zawsze mam coś świeżego.
Spośród odmian warto szukać takich jak Glen Ample — duże, aromatyczne owoce, solidna odporność. Albo klasyk: Willamette, z ciemnoczerwonymi, lekko kwaskowatymi owocami. Jeśli interesują cię remontanty, Polana i Polka to polskie odmiany hodowane właśnie do naszego klimatu — co już samo w sobie jest argumentem.
Sadzenie: czas, miejsce i gleba mają znaczenie
Maliny sadzić można od października do marca, omijając okresy mrozów. Jesień jest w zasadzie lepsza, bo krzew zdąży się ukorzenić przed zimą i ruszy silniej na wiosnę. Jeśli kupujesz sadzonki w doniczkach, możesz to robić praktycznie przez cały sezon — tylko koniecznie je potem porządnie podlej.
Miejsce powinno być słoneczne, albo w półcieniu — ale im więcej słońca, tym słodsze owoce. Malina pochodzi ze skrajów lasów i polan górskich, co trochę tłumaczy jej charakter: lubi żyzną, próchniczą glebę o odczynie lekko kwaśnym (pH 5,5–6). Gleby gliniaste i wapienne to jej wróg.
Przed sadzeniem warto:
- przekopać ziemię na głębokość 40–50 cm i wybrać chwasty z korzeniami,
- wmieszać dojrzały kompost — 3 do 5 kg na metr kwadratowy,
- jeśli gleba jest ciężka, rozluźnić ją piaskiem.
Sadzonki umieszcza się co 50–80 cm w rzędzie, z odstępem między rzędami około 1,2 m. Szyjka korzeniowa powinna znaleźć się dokładnie na poziomie gleby — nie zakopuj jej głębiej, bo to spowalnia wzrost. Po posadzeniu skróć pędy do około 20 cm i obficie podlej.
Palissowanie: czas na kilka drewnianych palików
Malina potrafi urosnąć do półtora metra wysokości, a jej pędy są tylko pozornie sztywne. Przy pełnym owocowaniu zginają się pod ciężarem owoców, a silny wiatr potrafi połamać nawet zdrowe łodygi. Palissowanie to nie fanaberia — to po prostu dobry pomysł, zwłaszcza jeśli sadzisz więcej niż kilka krzewów.
Wystarczy wbić solidne drewniane lub metalowe paliki co 2–3 metry wzdłuż rzędu i rozpiąć między nimi drut na dwóch wysokościach: 40 cm i 80 cm od ziemi. Pędy przywiązuje się do drutu rafią. Nie brzmi spektakularnie, ale naprawdę ułatwia życie przy zbiorach.
Cięcie: ten etap większość ogrodników robi źle
No i tu zaczyna się cała filozofia. Cięcie maliny zależy od odmiany i jeśli pomieszasz zasady, stracisz całoroczny plon.
Dla odmian letnich (jednokrotnie owocujących)
Pędy owocują raz — tylko w drugi rok życia. Po zbiorach, latem, wycinasz je przy ziemi. Zostawiasz 6–10 najsilniejszych tegorocznych pędów na metr bieżący, które będą owocować w przyszłym roku. W lutym skracasz ich wierzchołki o kilkanaście centymetrów. I tak w kółko.
Dla odmian remontantów
Tu sprawa jest prostsza: późną jesienią lub zimą (poza mrozem) zetnij wszystkie pędy przy ziemi. Nowe wyrosną wiosną i jeszcze tej samej jesieni przyniosą owoce. Jedynym minusem jest utrata letniego plonu, ale za to praca jest błyskawiczna.
Podlewanie, nawożenie i ściółkowanie
Malina pije dużo — szczególnie w upalne lato, kiedy owoce pęcznieją i dojrzewają. W takich warunkach podlewanie co dwa dni, 10–15 litrów na metr bieżący, to nie przesada. Brak wody skutkuje drobnymi, suchymi owocami — i to widać od razu.
Ściółkowanie jest tu nieocenione. Warstwa słomy lub kory grubości 5–8 cm przy podstawie krzewów ogranicza parowanie, blokuje chwasty i w ciepłe dni realnie chroni korzenie. Naprawdę warto o tym pamiętać, szczególnie w lipcu.
Co do nawożenia — na wiosnę sprawdza się nawóz azotowy (żeby pobudzić wzrost pędów), a od połowy kwietnia warto przestawić się na nawozy bogate w potas, które poprawiają fructyfikację. Można używać specjalnych nawozów do małych owoców lub zwykłego nawozu do pomidorów — efekt podobny.
Choroby i szkodniki, czyli co może pójść nie tak
Malina nie jest odporna na wszystko. Najczęstsze problemy to:
- szara pleśń — pojawia się przy zbyt wilgotnym powietrzu i zbyt gęstym zagęszczeniu krzewów,
- mączniak prawdziwy — białawy nalot na liściach, szczególnie w suchych sezonach,
- mszyce — małe, ale są nosicielami chorób wirusowych,
- larwy malinowca — robaczywione owoce to ich sprawka.
Biedronki radzą sobie z mszycami bez żadnej chemii. Przy grzybach zapobiegawczo stosuje się ciecz bordoską na początku zimy. A przy mszycach — posadzenie w pobliżu niezapominajek podobno pomaga, choć przyznam szczerze, że sam tego nie sprawdziłem.
Jedna malina żyje 10–12 lat, ale po 5–7 latach warto rozważyć przesadzenie młodych sadzonek w nowe miejsce, bo plon stopniowo słabnie. To trochę tak jak z ogrodową rutyną — co kilka sezonów trzeba się trochę przeorganizować, żeby utrzymać tempo.