Każdy właściciel chce sprzedać swoje mieszkanie lub dom jak najdrożej. To oczywiste. Ale jest kilka rzeczy, które potrafią skutecznie odstraszyć kupców – i co ciekawe, właściciele często nie zdają sobie z nich sprawy. Brytyjski ekspert od nieruchomości, właściciel agencji Bramlett Residential, wskazuje na konkretne pułapki, w które wpada większość sprzedających.
Pierwsze wrażenie robi się tylko raz
Wyobraź sobie, że wchodzisz do mieszkania na oglądanie. Pierwsze pięć sekund – i już wiesz, czy chcesz tu mieszkać, czy nie. To nie jest przesada, to po prostu tak działa ludzki mózg.
Bałagan to największy wróg sprzedającego. Zastawione stoliki, suszarka pełna prania w przedpokoju, stos butów przy drzwiach… Brzmi znajomo? Niestety, taki widok robi na kupującym bardzo złe wrażenie. I nie chodzi tylko o estetykę.
Zagracone wnętrze sprawia, że pokoje wyglądają na mniejsze niż są w rzeczywistości. Kupujący zaczyna się zastanawiać, czy w tym mieszkaniu w ogóle jest miejsce na jego rzeczy. Co gorsza – pojawia się w jego głowie nieprzyjemna myśl, że sprzedający może coś ukrywa. Jakiś defekt ściany, zaciek na suficie, spękanie podłogi.
Przed każdym pokazaniem warto zrobić szybki obchód i zadbać o kilka rzeczy:
- Schować wszystko z blatów kuchennych i stolików w salonie
- Uprzątnąć podłogi – żadnych zabawek, kabli, butów
- Zabrać suszarkę z zasięgu wzroku
- Zmyć naczynia albo wstawić je do zmywarki
To brzmi jak oczywistość, ale uwierz mi – połowa mieszkań wystawionych na sprzedaż wygląda jak po trzęsieniu ziemi podczas pierwszego pokazania.
Kolory ścian – to nie jest tylko kwestia gustu
Tutaj wielu właścicieli robi klasyczny błąd. Myślą, że intensywna zieleń w salonie albo głęboka granatowa ściana w sypialni to ich osobisty styl i kupujący po prostu to zrozumie. No… niekoniecznie.
Dlaczego jaskrawe kolory odstraszają?
Ekspert wyjaśnia to wprost: bardzo intensywne lub niekonwencjonalne kolory ścian mogą zniechęcić kupujących, szczególnie tych, którym trudno wyobrazić sobie wnętrze w innej odsłonie. A takich osób jest naprawdę dużo – nie każdy ma wyobraźnię przestrzenną i zdolność do mentalnego „odmalowania” całego mieszkania.
Zalecenie brzmi prosto: neutralne barwy z ciepłymi podtonami. Beże, złamane biele, delikatne szarości z nutą ciepła. Takie kolory sprawiają, że przestrzeń wygląda na zapraszającą, a przy tym nie narzucają się kupującemu. On może sobie wyobrazić swoje meble, swoje dywany, swoją lampę w rogu.
Nie trzeba robić generalnego remontu. Czasem wystarczy jeden weekend i kilka litrów farby, żeby mieszkanie nabrało zupełnie innego charakteru. Koszt – kilkaset złotych. Potencjalny zysk ze sprzedaży – znacznie wyższy.
Sypialnia to nie magazyn
O salonie i kuchni mówi się dużo przy okazji sprzedaży nieruchomości. To logiczne – to przecież miejsca, gdzie spędza się większość czasu. Ale sypialnia? Często traktowana po macoszemu.
Dlaczego to błąd?
Ekspert mówi o tym wyraźnie: sypialnia pełni rolę sanktuarium w domu. Miejsca wyciszenia, odpoczynku, prywatności. Kupujący, wchodząc do sypialni, ocenia podświadomie, czy będzie mógł się tu zrelaksować po całym dniu. Jeśli zamiast spokojnej przestrzeni widzi stos kartonów, porozrzucane ubrania i zagracone łóżko – wyobraźnia nie przenosi go do żadnego sanktuarium.
Stan sypialni wpływa na odbiór całej nieruchomości. To może się wydawać nieproporcjonalne, ale tak to działa.
Kilka prostych zasad dla sypialni przed pokazaniem:
- Pościelić łóżko – koniecznie, to podstawa
- Usunąć z widoku osobiste przedmioty (zdjęcia, leki, kosmetyki)
- Zadbać o minimalizm na komodzie i szafce nocnej
- Sprawdzić, czy nie ma zapachu – wywietrzyć pokój przynajmniej godzinę przed wizytą
Sprzedaż to też trochę spektakl
Może to brzmi cynicznie, ale pokazanie mieszkania to trochę jak wystawienie scenografii. Nie chodzi o oszukiwanie – chodzi o pokazanie potencjału. Kupujący ma zobaczyć, jak mógłby tu żyć, a nie jak aktualnie żyjesz ty.
Dlatego warto spojrzeć na własne mieszkanie oczami obcej osoby. To trudne, bo przyzwyczajamy się do własnej przestrzeni i przestajemy ją widzieć. Można poprosić kogoś bliskiego o szczerą ocenę. Albo zrobić zdjęcia – często dopiero na fotografii widać, że w tym kącie jest za dużo rzeczy albo że ta jedna ściana naprawdę woła o nową farbę.
Małe zmiany, zero kosztów przy gruntownym remoncie, a efekt może być bardzo wymierny przy finalizacji transakcji.